Obecny czas to Wto 4:14, 21 Lis 2017 | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Zobacz posty bez odpowiedzi
Forum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona GłównaForum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona Główna
Użytkownicy Grupy Rejestracja Zaloguj

Wampiry i wilkołaki
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona Główna » opowiesci
Zobacz poprzedni temat | Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszek
Administrator



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:23, 06 Kwi 2007    Temat postu: Wampiry i wilkołaki

W tym temacie będą umieszczane opowiesci prawdziwe i fałszywe o wampirach i wilkołakach...Very Happy
Kto się boi niech nie czyta:-]


Post został pochwalony 0 razy
...
Zobacz profil autora
Powrót do góry
duszek
Administrator



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:39, 06 Kwi 2007    Temat postu: duchy

Umarli nie powracają

Słońce już zachodziło i bladymi promieniami oświetlało stary dom na wzgórzu. Kiedyś ponoć mieszkało tam małżeństwo, lecz nie wiadomo co się z nimi stało. W każdym razie dom stał pusty od bardzo dawna czego zresztą nie dało się nie zaóważyć. Okna były powybijane, tynk odpadał a niegdyś okazały i słynny na okolicę ogród zarosły chwasty i ciernie. Ludzie raczej nie bywali w pobliżu tego domu. Może ze względu na liczne historyjki o duchach nawiedzających ruiny, a może poprostu dlatego, że nikt nir miał specjalnej ochoty ani potrzeby zagłębiać się w jego zakątki. Jednak pewnego chłodnego wieczoru to wszystko miało się zmienić....

Atie była 14 letnią dziwczyną, raczej spokojną i nieśmiałą, więc przeprowadza do Ritchmond było dla niej koszmarem. Musiała zerwać, pielęgnowane przez tyle lat przyjaźnie i nawiązać nowe kontakty, co dla osoby o jej osobowości było dość trudne. Atie nie była osobą lubianą w noej szkole, niskaokularnica, o rudych włosach, taaak wygląd napewno nie był rzeczą którą mogła zabłysnąć...

- Co tak siedzisz sama - zaczepiła Atię wysika brunetka o sarnich nogach o błękitnych oczach, zastanowiła ją tylko jedna rzecz, dziewczyna nie miała palcawsazującego, a na ramieniu wiała tatuaż, jakby wycięty w skórze.

- Ja? - zapytała z niedowierzaniem okularnica

- Tak ty! Widzę, że nie jesteś tu zbyt popularna - Atie spojrzała na dziewczynę dziwnym wzrokiem - ale wszystko może się zmienić, wieczorem na Witchest Squer Atie nie zdążyła odpowiedzieć. Dziewczyna odeszła. Okularnica nie wiedziała co ją tam czeka, ale skoro miała być przez to fajniejsza....

Wieczorem była na wyznaczonym miejscu. Słońce spłynęło już za widnokrąg, a okolicę spowiła ciemność. Wtedy Atie zobaczyła tuzin postaci sunących w jej stonę. Osoby te były zakapturzone. Atie serce zaczęło bić mocniej, kiedy jednak zaóważyła, że jedną z tych postaci jest owa brunetka odetchnęła z ulgą.

- Nie przedstawiłam się jeszcze, jestem Trin - syknęła brunetka, lecz jej głos nie brzmiał już tak przyjemnie. - jeśli chcesz poznać nowych ludzi, muszsisz wstąpić do naszego klubu, zgadzasz się?

- Tak- odpowiedziała Atie,a 4 z postaci podeszły i chwyciły ją za ręce, podczas gdy Trin zawiązała jej usta czarną chustą.

- Teraz nie możesz się już wycofać - zaśmiała się szyderczo, poczym pociądnęła ją za rękę i wszyscy weszli do starego ogrodu porośniętymi cierniami i chastami. - Czekają cię dwie próby bólu i próba starchu - Atie przełknęła głośno ślinę, co oni mogli by jej zrobić? Spojrzała po czarnych postaciach. Teraz to zaówarzyła. żadna z nich nie miała palca wskazującego. Czy i jej chcą go odciąć? Łzy nabiegły jej do oczy, kiedy jedna z postaci przywiązała ją do kamienia, tak, że jej dłoń spoczywała dokładnie na nim. Kolejna postać wyjęła z kieszeni nóż kuchenny i podeszła do dziewczyny. Trudna opisać co Atie wtedy czuła, jednocześnie zamarła ze strachu i prubowała uciekać. Czarna postać stała nad nią niczym kat nad swoją ofiarą

- Proszę zostawcie mnie - powiedziała przez łzy ja nic nie powiem! - krzyknęła ruda, ale postacie nie zaaragowały. Ta stojąca nad nią ścisnęła nóż w dłoniach. Okropny krzyk przetoczył się po ogrodzie. Ostrze noża tkwiło w palcu dziewczyny. To był najgorszy ból jaki kiedykolwiek czuła. Jedak czarnej postaci to nie wystarczyła. Pociągała nożem powoli,przecinając dokładnie każdy fragment. Atie piszczała z bólu. W końcu kiedy obciąto jej dookoła całą sórę, aż do kości, Czarna postać wzięła jej rękę i wyłamała palec, który opadł z mlaskiem na ziemie.

Alie zrobiło się z bólu ciemno przed oczami,kiedy Trin dobyła nóż i zaczęła jej ciąć ramię. Atie niemiała nawet siły krzyczeć. Po wszystkim oznajmiono, że czas na trzecią próbę. Trin wskazała palcem na opuszczony dwór i powiedziała

- Spędzisz tam noc a będzisz przyjęta!

- Ale tam....

- Jakie ale,czy chcesz aby twój ból poszedł na marne?

- Nie nie chcę - odpoiedziała Atie po chwili zastanowienia.

- Więc na co czekasz!

Atie poszła niepewnie w stronę dworu. Widać go było z okna jej sypialni jednak nigdy nie zwróciła na niego uwagi, teraz - nocą wydawał się dużo okropniejszy. Okiennice skrzypiały na wietrze a drzwi otwierały się i zamykały przy silniejszych podmuchach.

Atie weszła do środka. Dom był zatęchły, pełen brudu i wilgoci. Bez rudu odnalazła sypialnię - było to jedyne pomieszczenie na którym czas nie odcisnął swojego piętna, prawdęmówiąc sypialnia wyglądała jak nowa. Atie nie zastanawiała się nad tym, myślała tylko, by jak najszybciej wstał ranek, ułożyła się więc na łóżku....

... do supialni weszła młoda kobieta w bufiastej białej sukni z długim welonem, za nią wszedł mężczyzna, w czarnym garniturze. Wyglądali na szczęśliwych.

- Tu jest cudownie - powiedziała

Chwilę potem stała z mężem na polanie, przybyło jej jednak parę lat. Po podwórku biegało dziecko, ok. 5 letni chłopczyk, o trupiobladej cerze i czarbych krótkich włosach. Chłopiec podniusł głowę.Atie nie widziała dobrze jego twarzy, widziała jednak, że z to dziecko nie jest dobre....

Potem zobaczyłą jak ok 30 letnia kobieta, znów wychodzi na polanę, wyglądała jeszcze gorzej niż ostatnio, jej syn ma już pewnie ok 10 lat. Ojca niewidać,w odgrodzie stał wysoki grób - pewnie umarł - pomyślała Atie. Matka wziął dziecko na ręce i podeszła na skraj urwiska.

- Przepraszam - szepnęła i skoczyała razem z dzieckiem w przepaść. Coś jednak było nie tak, bo chwilę potem ten sam chłopiec szedł stronę domu.

- Jesteś ostatnią szansą, umarli nie powracają, pamiętaj - Atie usłyszała głos w swojej głowie i otworzyła oczy

- A więc to był tylko sen - pomyślała, jednak coś nie dawało jej spokoju, zeszła na dół i zobaczyła, że drzwi do piewnicy są uchylone. Zeszła po schodach, echo odbijało się po ścianach.

Piwnica nie była duża, za to bardzo zagracona, przedarła się perzez śmieci kiedy usłyszała szelest. Podeszła bliżej. W kącie siedział, kiwając się chłopiec ze snu, z nogami podkulonymi do piersi, nadal wyglądał na 10 lat. Nagle przestał się kiwać odwrócił głowę. Jego twarz przypominała nagą czaszkę,oczy świeciły czerwienią. Wstał.Atie znierychomiała ze strachu.

Następnego ranka ludzie z klubu przyszli pod dwór po Atie jednak ona nie wyszła z środka, postanowili więc sprawdzić co się stało Wiele mil dalej, stary mężczyzna podkręcił radio:

... W Ritchomond znaleziono zwłoki 13 osób, wszystkie pozbawione palców wskazujących, czy to kolejne zbiorowe samobójstwo? Nasi eksperci już to sprawdzają....


Post został pochwalony 0 razy
...
Zobacz profil autora
Powrót do góry
duszek
Administrator



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:59, 07 Kwi 2007    Temat postu: dziecie nieochrzczone

,,Dziecie Nieochrzczone"

,,Boimy się tego co jest… a bać powinniśmy się tego czego nie widzimy. Tego co nas prześladuje tego co ma tylko jedno na myśli: Zabić! Historia Dzieci nie ochrzczonych, które powracają nie tylko w koszmarach…”

Wysoki dom z lekko brudnymi cegłami. Różnił się od domków w mieście. Stał poza nim dlatego nikogo nie interesował. Po prostu stara ruina, której nikt nie chciał kupić. Ale dom owy skrywał tajemnicę. Okropną tajemnicę. Bowiem to w czasie wojny ginęły jedynie dzieci z miasteczka po jakimś czasie wszystkie znaleziono je tutaj. W starym pokoju, przypominającym salę operacyjną. Nikt nie wie co się z nimi działo. Zagadka nie rozwiązana.

Ale jednak pewnego dnia kobieta, która urodziła dziecko w miejscowym szpitalu nie zobaczyła go. Lekarze od razu wynieśli niemowlę i nigdy się już nie pokazali. Kobieta zrozpaczona wyjrzała przez okno i spostrzegła, że duży samochód z jej dzieckiem oddala się za miasto. Wiedziała gdzie je wywieziono.

Wyczerpana jednak ubrała płaszcz na siebie i uciekła ze szpitala. Biegła lasem.

Nie zwracała jednak uwagi na to, że kamienie i rozbite butelki raniły jej stopy. Musiała odzyskać dziecko. Za wszelką cenę. Biegła chociaż nie potrafiła już złapać tchu. Do koła było ciemno. Niespodziewanie wybiegła na asfaltową drogę. Przed sobą zobaczyła stary i zniszczony dom. Obok stało owe auto, którym odjechało jej dziecko.

Ciemną noc rozerwał krzyk niemowlęcia. Głośny i wyraźny. Kobieta drgnęła ale nie przestraszyła się. Przebiegła przez most nad stawem i wybijając okno dostała się do środka. Kawałek rozbitej szyby rozciął jej rękę ale ona tego nie zauważyła. Wnętrze było puste. Wielka hala a do góry prowadziły schody. I znowu ten krzyk. Krzyk niemowlęcia dobiegający z dołu.

Spostrzegła schody prowadzące na dół a tam palącą się lampę. Powoli zeszła. Płacz jej dziecka był bardziej wyraźny. Przeszły ją ciarki. Ręką dotknęła białej ściany na której została krwawy ślad jej dłoni. Teraz krzyk był wyraźniejszy. Nie! To nie był krzyk! To były płacze. Płacze kilkunastu dzieci. Powoli weszła do pokoju, który był jaskrawo oświetlony. Ściany białe a do koło kilkanaście kojców z dziećmi. Jak ona rozpozna swoje? Musi je znaleźć i uciekać zanim ktoś ją tutaj znajdzie.

Usłyszała otwierające się drzwi po drugiej stronie pokoju. Schowała się pod jeden ze stołów. Skuliła się i objęła nogi. Wtedy zobaczyła jak bardzo są poranione. Ktoś wszedł. Na nogach miał czarne buty. Zatrzymał się. Przykucnął i ręką dotknął zakrwawionych śladów na podłodze. Śladów, które należały do niej. One ją zdradziły. Nagle mężczyzna chwycił ją za nogę i wyrwał spod schronienia, które miło być bezpieczne. Teraz zobaczyła jego twarz. Twarz człowieka, który w życiu wiele wycierpiał. Spojrzał na nią swoimi błękitnymi oczami i chwycił za włosy. Następnie pociągnął w kierunku innego pomieszczenia. Rzucił ją na jakiś fotel i przywiązał bardzo starannie. Sprawdził czy aby na pewno stąd nie ucieknie. On wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił i przyniósł na rękach dziecko.

- To chyba twoje – Powiedział kładąc jej na kolanach niemowlę. To był chłopczyk i ciekawie rozglądał się po pokoju. Cały czas płakał. Spojrzał na matkę i od razu się uspokoił. Na jego rączce takiej delikatniej zobaczyła czerwoną bransoletkę z jakimś numerkiem.

Mężczyzna spojrzał na kobietę i uśmiechnął się. Wziął chłopca, który znowu dostał ataku płaczu.

- Nie zabieraj go! To moje dziecko! – Mężczyzna nie wrócił. Kobieta zamknęła oczy.

Czuła, że przepełnia ją smutek i rozpacz. Nie wiedziała ile tam leżała. Zasnęła. Na jak długo? Też nie wiedziała. Nagle drzwi otworzyły się i do środka wybiegło kilku policjantów.

- Szukaliśmy panią! – Krzyknął jeden z nich – Zgłoszono zaginięcie.

- Moje dziecko – Wyszeptała

- Proszę? – Policjant nie dosłyszał co kobieta mamrotała.

- Chce moje dziecko – Powiedział tym razem głośno. Jednak policjanci spojrzeli po sobie.

- Bardzo nam przykro… - Odwiązali kobietę, która wybiegła z pokoju do miejsca gdzie były kojce. Nigdzie nic nie było. Ściany rozsypywały się a kafelki były popękane. Lamp nie świeciły. Były pozrywane z sufitu. Wszystko wyglądało tak jakby nigdy tutaj nikogo nie było.

- Co tu się stało – Powiedziała kobieta.

- Nic! Tak tu zawsze było. Na całe szczęście znaleźliśmy panią…

- Ale moje dziecko…

- Pani nigdy dziecka nie miała – Spojrzała na policjanta wzrokiem przepełnionym smutkiem.

Podeszła do jednego z kojca. Na ziemi leżała bransoletka z numerkiem. Ta sama, którą miało na ręku jej dziecko. Ale nie odezwała się więcej. Wychodząc z budynku usłyszała płacz dziecka. Odwróciła się tyłem i odeszła.


Post został pochwalony 0 razy
...
Zobacz profil autora
Powrót do góry
duszek
Administrator



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:08, 07 Kwi 2007    Temat postu: przekleta legenda

,,Przeklęta legenda"

Po miasteczku GrottesWill chodziła legenda, że w otaczającym to mieście lesie mieszkają duchy i raz w roku porywają 3 dzieci a ich ciała rozszarpują w ten sposób, że niewielka część lasu jest niemal, że czarowna od ich krwi. Był 1 warunek tego, że duchy nie powrócą: żaden z mieszkańców nie może słuchać muzyki. Tak więc przez lata a potem dziesiątki lat miasto stało się ponurą okolicą do której nikt nie przyjeżdżał a ludzie tam mieszkający nie opuszczali miasta za strachu.

Pewnego wieczoru chłopak o imieniu Johan przemycił discmena, którego znalazł na strychu. Była w nim płyta ,,Busted". Chłopak założył na uszy słuchawki i zaczął słuchać wystukując rytm piosenki w biurko. Niespodziewanie jego matka weszła do pokoju z kijem bejsbolowym w ręce. Nie ostrzegła chłopaka tylko skatowała go kijem na śmierć.

Nikt nie oskarżył jej o morderstwo, a na pogrzeb, który odbył się następnego dnia przyszło całe miasto.

W tym samym czasie do miasta przyjechał Gareth, któremu zabrakło benzyny, lecz zapytany przechodzień gdzie można ją kupić odpowiedział, że nie mam nigdzie benzyny w mieście. Gareth został uziemiony.

Spostrzegł ceremonię pogrzebową, z której zebrani zaczęli już odchodzić. Ksiądz odmawiał litanię pogrzebową, którą normalnie powinno się śpiewać, ale to nie zdziwiło wcale Garetha. ,,Może takie mają tu zwyczaje?" Pomyślał. Kobieta z cała pewnością matka została i płakała a w tym samym czasie dwoje mężczyzn spuszczało trumnę do wielkiego dołu.

Gareth podszedł i zapytał:

- Przepraszam, że przeszkadzam. Nie jestem stąd. Wie pani może gdzie jest najbliższa stacja paliw? - Kobieta spojrzała na niego.

- Nie wiem - Jej oczy były czerwone i zapłakana.

Gareth odszedł pogwizdując.

Kobieta spojrzała na niego, po czym rzuciła się na Garetha próbując go dusić. Gareth obezwładnił ją na ziemi.

- Co się pani stało! - Krzyknął.

- Nie wolno śpiewać - Garetha zdziwiła ta odpowiedź, ale puścił kobietę i powiedział jej, że już więcej tego nie zrobi.

Gareth wynajął pokój w jednym z małych moteli. Zdziwiło go to bo w żadnym pokoju nie było radia ani telewizora, ale zapytana właścicielka dlaczego odpowiedziała, że nikt tutaj nie ogląda telewizji bo ludzie mają lepsze zajęcie.

W nocy obudziły go krzyki dobiegające zza okna. Wyjrzał przez nie i zobaczył 2 dzieci w wieku około 14 lat uciekającą przez uzbrojonymi ludźmi. Jedna z nich strzelił do chłopaka, który upadł martwy na ziemię. Dziewczyna, która uciekała z nim stała, nad jego martwym ciałem. Ludzie dobiegli do niej i skopali ją na śmierć.

Gareth wybiegł szybko na dwór i zaczął krzyczeć:

- Co się tutaj dzieję! Dlaczego ich zabiliście?!

- Nie twoja sprawa - Odpowiedziała kobieta, którą spotkał na cmentarzu.

- Takie jest prawo! I jeśli chcesz żyć musisz się do niego dostosować!

- Jakie prawo! - Wrzasnął, Gareth

- Prawo ciszy! Nikt z nas nie może śpiewać... Nie może słuchać muzyki, gdyż ona obudzi znowu 3 duchy z lasy, które znowu znaczą zabijać.

- Wy w to wierzycie? - Popatrzał na ludzi! Było tu około połowy miasta - Przecież to jakaś głupia stara legenda. Ktoś ją wymyślił, aby doprowadzić całe miasto do obłędu. I mu się to udało! - Mieszkańcy spojrzeli na niego posępnie - Kiedy ostatni raz wiedzieliście ducha jakiegokolwiek?

- Nikt z nas ich nie widział! - Odpowiedział wysoki mężczyzna w siwych włosach.

- No właśnie nikt! Mogę wam to udowodnić - I zaczął śpiewać:

Daleki jak horyzont świat

Daleki jak burza słów

Mocny jak miłości cud

Zrozumiała jak cichy szept

- I co? - Powiedział po chwili - Żyjemy! - Wszyscy zaczęli śpiewać i radować się, że legenda okazała się kłamstwem:

Wspólnie odnajdziemy drogę

Drogę do wspólnej pracy

Gdy nadejdzie Boży cud

Gdy znajdziemy silną swoją wolę...

Niespodziewanie zarwał się silny wiatr. Wszyscy spojrzeli w głąb lasu. Zaczęły się wyłaniać z niego 3 białe postacie. Poruszały się szybko. Z buzi wylatywała im krew a ich oczy przepełnione były nienawiścią....

Rano całe miasto było puste. Nikogo w nim nie było. Ludzi jak i wszystkich zwierząt. Tym razem kawałek lasu nie był umazany krwią lecz cały las pokrywała cienka warstwa krwi. Ciał ludzi nie znaleziono nigdzie... Słuch zaginął po wszystkich bez wyjątków.

NALEŻY WIEŻYĆ W LEGENDY


Post został pochwalony 0 razy
...
Zobacz profil autora
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:34, 08 Kwi 2007    Temat postu: Wampiry istnieją...?

WAMPIRY




Demonami, które budzily najwieksza groze byly wampiry. Rozkwit ich "kariery" nastapil w XVIII w. , wiec nie tak dawno. Przypadki wampiryzmu pojawialy sie jedynie na terenach wiejskich, gdzie ludzie w tamtych czasach byli znacznie mniej wyksztalceni. Wzbudzaly one postrach na terenach m.in: Lotaryngii, Prus, Moraw, Austrii, Rosji, Czech i Slaska w Polsce oraz calej pólnocnej Europy. Oczywiscie nie wszedzie nazywaly sie tak samo, i tak na Peloponezie - brukolaki,na Cejlonie - kaktakhanes i czesto spotykane w filmach nosferatum - niesmiertelny. Wszystkie te nazwy okreslaja ludzi zmarlych i pogrzebanych, którzy powracaja dusza i cialem, nekaja smiertelników i wysysaja im krew.

Najwieksza popularnosc, dzieki powiesci Brama Stokera, zdobyl sobie Dracula. Byl on postacia autentyczna i zyl w XV w. Panowal na Woloszczyznie, graniczacej z Transylwania. Faktyczne nazywal on sie Vlad IV Tepes . Przezwisko Dracula wzielo sie od herbu jego rodziny, na którym widnial smok, czyli dracul. Ciekawe, ze dracul oznacze tez diabla. W mlodosci ksiaze byl wieziony przez Turków, co najprawdo- podobniej wplynelo na jego pózniejsze sadystyczne zklonnosci. W wieku 18 lat zostal osadzony jako lennik na tronie Woloszczyzny. Jego panowanie nie trwalo dlugo. Zbiegl z ojczyzny i ukryl sie w jednym z klasztorów chrzescijanskich. Gdy Turcy opanowali Konstantynopol Vlad IV wrócil na rodzimy tron. Jego czteroletnie rzady daly sie bardzo we znaki poddanym. Jenców w okrutny sposób torturowal wbijajac na pal. Prowadzil barbarzynskie podboje, grabiac i niszczac wszystko co mu stanelo na drodze. Jego zwycieskie boje przyniosly mu slawe w chrzescijanskiej Europie, jako wielkiego wodza. Wojska ksiecia doszly, az do Morza Czarnego. Po drodze odzyskal ciag fortec lezacych nad Dunajem. Jednak jego potega byla mniejsza niz mu sie wydawalo. W czasie odwrotu na skutek spisku zostal posadzony o zdrade Kosciola i wtracony na 12 lat do wiezienia, przez Macieja Korwina - króla Wegier. W wiezieniu przekupil kilku strazników, którzy przynosili mu rózne male zwierzatka, nad którymi sie znecal. Gdy opuscil wiezienie poraz kolejny staral sie odzyskac tron. Jego rzady nie trwaly jednak dlugo. Zgina najprawdopodobniej w 1474 r. w wieku 45 lat. O tym, ze byl on postacie znana i uwazana za niebezpieczna swiadczy fakt, iz spotkal go podobny los jak polskiego króla z poteznej dynastji Jagiellonów, Wladyslawa Warnenczyka, którego glowe zakonserwowana w miodzie przewieziono na dwór sultana tureckiego. Na terenach dawnej Woloszczyzny do dzis krazy legenda mówiaca, ze gdy krai bedzie w niebezpieczenstwie to ksiaze Vlad IV powstanie z grobu by go bronic. Jednak jak na razie tego nie uczynil, a moze w ogóle nie umarl?

Wampiry mozna poznac po kilku zasadniczych cechach. Przede wszystkim charakterystyczne sa zeby, którymi przebija szyje swych ofiary by móc wyssac krew. W Rosji wampiry pily ja tak lapczywie, ze wylewala im sie przez usta, uszy i nazdrza. Po drugie mialy bezbozne spojrzenie, lecz co do jego rospoznawania kwestia jest sporna. Wampiry sa o wiele silniejsze od ludzi i moga przyjmowac ksztalty zwierzat. Przede wszystkim sa nimi nietoperze i wilki. Moga dowolnie zmieniac swój wyglad zewnetrzny, starzec sie i na nowo odmladzac a nawet zamieniac sie w zielonkawa mgielke. Zyja jedynie w nocy, swiatlo dzienne jest dla nich zabójcze. Cala swoja sile czerpia z trumny, w której spedzaja dzien. Nie znosza czosnku, widoku krzyza, wody swieconej i oczywiscie Slowa Bozego. Sa bardzo uwodzicielskie i czesto hipnotyzuja swe ofiary, by te zblizyly sie do nich. Czlowiek bedoacy pod wplywem wampira slabnie i jest ulegly swemu panu. W przeszlosci wampiryzm uznawano za epidemie. Zakazic sie nia mozna bylo tylko wypijajac krew wampira. Czesto opisywane byly wypadki gdy pochowany zmarly pojawial sie i straszyl miejscowa ludnosc. Gdy rozkopywano jego grób by sprawdzic czy nieboszczyk wciaz tam jest, znajdowano jegoswieze cialo, na którym nie bylo znac zadnych skutków biegu czasu. By "uwolnic" jego dusze od cierpienia trzeba bylo wbic mu w serce osikowy kolek i odciac glowe, lub spalic go w calosci. Niektóre legendy mówia, ze kolek trzeba bylo wbic na rostaju dróg a inne, ze zabijaja go srebne kule. Jednak najczesciej spotykany jest kolek. Wampir po wykonaniu takiego egzorcyzmu wypluwal z siebie wypita wczesniej krew i konczyl swa szatanska egzystecje. Czy wampiry naprawde istnialy nikt do konca nie wie? Jednak to dziwne by taka wielka liczba ludzi byla o tym przekonana. Z drugiej strony czlowiek zawsze w cos wierzyl i podswiadomie bal sie tego czego nie umial wyjasnic. Jednak brak doklanej dokumentacji i wiele rzeczy pozostalo nie wyjasnionych.
...
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:38, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Nawiedzony dom

Był to zimny, deszczowy dzień. Anna wracała właśnie ze szkoły, gdzy usłyszała dziwny hałas dochodzący ze starego domu. Weszła do środka. Spostrzegła strarą kobietę która czegoś najwyraźniej szukała. - Kim jesteś? - spytała kobieta. - Nazywam się Anna. A kim jest pani? - Nazywam się Maria i mieszkam w tym domu od dawna. Dlaczego weszłaś tu nieproszona? - Bardzo przepraszam, już wychodzę. Gdy wróciła do domu spytała swojej matki: - Mamo kim jest kobieta która mieszka w tamtym domu? - Ależ w tym domu nikt nie mieszka od 10 lat! - Dlaczego? - Od kiedy jeo właścicielka zamordowała swoją córkę, krążą opowieści iż jej duch będzie nawiedzał dom dopuki nie odnajdzie w nim czegoś co usprawiedliwiło by jego czyn.
...
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:41, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Witam. Nazwam się A.W., od niedawna należę do załogi Nautilusa. Chciałabym opowiedzieć swoją historię sprzed lat. W wieku 8 lat złamałam nogę i dlatego nie poszłam do szkoły. Leżałam na łóżku czytając książkę (pt: Mały książe). W pewnym momencie przy szafie widzę mężczyznę, którego wcześniej nie widziałam na żywe oczy. Był ubrany w czarny garnitur, miał czarne włosy, był bardzo wysoki i szczupły. Uśmiechał się, co chwilę obracał głowę w lewo w stronę okna. Po chwili obrócił się na pięcie i przeszedł przez to okno. Na początku myślałam że mi się to śniło czy zdawało, ale gdy opowiedziałam o tym mojej mamie, ta nie mogła wyjść ze zdziwienia, bo cal do cala opisałam wygląd jej zmarłego ojca, czyli mojego dziadka, którego nie zdołałam poznać. Zmarł trzy lata przed moimi narodzinami. Dwa lata później postanowiłam zgłębić wiedzę o duchach.
...
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:41, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Mam na imię Aneta. Mieszkam w pewnej małej wsi. Od lat interesuję się zjawiskami paranormalnymi, UFO, kosmosem itp... Kiedy miałam ok. pięć lat poszłam z moim bratem i kuzynem, który wtedy u nas był, do sklepu... Nie poszliśmy drogą główną lecz polną. Kiedy przechodziliśmy obok sadu pewnego państwa zamieszkałych w mojej miejscowości, zobaczyłam rosnące tam kwiaty. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że jest to sad; myślałam, że jest to zwykły mały lasek. Krzyknęłam do brata, że zerwę te kwiaty i dam mamie i wtedy usłyszałam pewien bardzo wyraźny głos... Nie pochodził z jakiegoś konkretnego miejsca; był wszędzie! Słyszałam go bardzo wyraźnie. Głos ten należał do jakiejś dziewczyny. Powiedziała mi,że nie mogę zerwać tych kwiatów ponieważ zasadzila je ona dla swojego ojca. Na początku nie przestraszyłam się jej, ale po pewnym czasie zaczęłam o tym myśleć. Nie powiedziałam o tym nikomu. Kiedy, po długim czasie zapytałam się mojego brata czy to pamięta odparł, że nie i ze napewno sobie coś wymysliłam...Niedawno zwierzyłam się z tego mojej babci, a ona powiedziala mi, że kiedyś mieszkał tam pewien pan który miał córke...W związku z tym zwracam się do Państwa z pytaniem: Czy mogło to być naprawdę jakieś spotkanie z duchem, czy też może mógł być to tylko głupi kawał? Jednak przypominam, że ten głos nie wydobywał się z żadnego konkretnego miejsca, tylko był wszędzie wokół mnie!
...
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:43, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Okupacja demona
Pewna czteroosobwa rodzinka przeprowadziła się do nowego domu, gdzie wcześniej mieszkała kobieta sprzed kilku lat (okupacja demona). Wśród dzieci byli tam Margarette (4 lata) i John (7 lat). Po miesiącu życia w tym domku, Margarette zaczęła miewać straszne sny. Budziła się cała mokra z płaczem. Powtarzało się to co noc i z dnia na dzień było coraz gorzej. Nikomu nie chciała powiedzie co widziała w tych snach. W końcu zaczęła się chowac po kątach ze swoim misiem Uszatkiem. Była cicha i spokojna. Pewnego ranka obudziła się dopiero o 12:00. Była cała blada, miała sine usta i czerwone oczy. Lekarz nie pomógł, żadni znachorzy też. Dziewczynka zaczęła uciekać w nocy z domu, i wracała z samego rana. Rodzice niepokoili się i wezwali księdza. Margarette została przywiązana do krzesła, ksiądz zaczął swoje rytuały. Demon zaczął się miotać po krześle, zrobiło się ciemno. Jedna błyskawica na chwilę tylko przejaśniła ciemny pokój. Gdy ojciec dziewczynki włączył światło krzesło było puste. Leżał na nim tylko Uszatek. Po kilku dniach gazety zaczęły rozgłaszać ploty, o śmierci kilku dziewczynek w mieście. Każda z nich miała wtedy przy sobie małego misia. Po śmierci misie były obcięte do połowy. Demona było widać codziennie na starym kościele, na samym jego szczycie. Mieszkańcy miasta zaczęli się bunotwać na zachowanie "dziewczynki z rogami

Autor:Krynia
...
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 11:46, 08 Kwi 2007    Temat postu:

Pewna kobieta mieszkała sama w małym, jednorodzinnym domku w niewielkim, spokojnym mieście. Prowadziła spokojnie życie, codziennie chodziła do pracy, nie miała żadnych wrogów.
Pewnego dnia, gdy wróciła z pracy zastała straszny widok. Na każdmy meblu, w całym mieszkaniu narysowany był wizerunek jakiegoś demona czy zjawy. Wizerunek był namalowany nawet na każdej łyżce, na każdym ołówku czy doniczce. Początkowo uznałą to za żart przyjaciół, lecz po chwili usłyszałą przeraźliwy głos, kogoś jakby z nikąd: "Od dziś twój dom będzie moją siedzibą, jeśli zniknie stąd choc jeden mój wizerunek, albo chociaż jedna jego cześć umrzesz."
Kobieta wystraszyła się, ale podeszła do jednej z komód i palcem przetarła kawałek wizerunku. Serce zaczęło ją bolec strasznie, zwijała się z bólu, ale dorysowała starty kawałek i nagle wszystko powórciło do normy. Robiła tak jeszcze trzy razy na innych przedmiotach i rezultat był taki sam. Wezwała policję, która po dłuższych badaniach, obserwacjach i analizach uznała że nie ma odcisków, śladów podejrzanych. Policjanci też próbowali zetrzeć wizerunki ale wyniki były takie same jak u kobiety. Trzech policjantów zostało z kobietą na noc, by jej pilnować. Kobieta obudziła się rano. Policjanci leżeli martwi...Kobieta po strasznych wydarzeniach w jej domu przeprowadziła się do innego miasta oddalonego od tamtego o 200 mil. Wszystko wydawało się normalne, spokojne, ale tylko przez pierwsze dwa miesiące. Kobieta zaczęła miewać koszmary związane z tamtymi wydarzeniami. Co noc przeżywała to w snach od początku.
Nie chciała zasnąć bo bała się. Nie spała przez cztery dni, aż nie wytrzymała. Zasnęła.
Chodziła po czymś co przypominało błoto z kamieniami. Szłą jakiś czas aż natknęła się na rów wypełniony wodą. Chciałą wziąć pierwszy lepszy kamień z ziemi by sprawdzi czy rów jest głęboki. Podniosła. To co trzymałą w ręku było czaszką!!! Kobieta zaczęła ucieka byle gdzie, szybko. W końcu zmęczona usiadłą gdzieś na kamieniu. Usłyszała krzyki kobiety... ten głos był znajomy... To był jej głos!!! Kobieta znowu zaczęła ucieka jak opętana. Nie wychamowała i wpadła do owego rowu. Było ciemno nic nie widziała.
Kobieta obudziła się cała mokra o drugiej w nocy. Ściany były całe czerwone, mokre. Kobieta dotknęła ściany. To była krew!!! Całe ściany w krwi! Chciała iść po sąsiada, ale drzwi w całym domu były zamknięte. Zrobiła się senna. Nie obudziła się już nigdy.
...
Powrót do góry
czesio
Gość






PostWysłany: Nie 19:56, 24 Cze 2007    Temat postu:

Kiedy szedlem wyrzucic smieci z konteneru wyskoczyl straszny wampir i krzyczal łałałała ale ze poniewaz ujzalem za nim owlasionego pana (pozniej dowiedzialem sie ze to wilkolak) a kiedy zobaczylem ruchy posladkow zrozumialem ze te geje odbywaja stosunek a krzyki to orgazm ;p od tej pory nie wyrzucam smieci do tego konteneru
...
Powrót do góry
jestem Adi
Gość






PostWysłany: Sob 18:09, 23 Lut 2008    Temat postu:

W tym temacie będą umieszczone opowieści prawdziwe i fałszywe o wampirach i wilkołakach.
Kto się boi to niech tego nie czyta a kto sie nie boi to morze patrzyć


Pozdrawiam
...
Powrót do góry
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona Główna » opowiesci
Wyświetl posty z ostatnich:   
 
 
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Skocz do:  

Strona 1 z 1


Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Theme created OMI of Kyomii Designs for BRIX-CENTRAL.tk.