Obecny czas to Wto 0:14, 17 Paź 2017 | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Zobacz posty bez odpowiedzi
Forum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona GłównaForum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona Główna
Użytkownicy Grupy Rejestracja Zaloguj

miejskie legendy.
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona Główna » opowiesci
Zobacz poprzedni temat | Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
duszek
Administrator



Dołączył: 06 Kwi 2007
Posty: 24
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:25, 06 Kwi 2007    Temat postu: miejskie legendy.

legendy stosowane dawniej, ale które powracają w odmienionych często wersjach.

Czarna Wołga

W latach 60 i 70 XX w. w Polsce niezwykłą popularnością cieszyła się legenda o złowieszczym samochodzie - czarnej wołdze. W zależności od przekazywanych wersji mieli nią kierować księża, zakonnice, wampiry lub też sataniści. Ponoć jeździła ona ulicami miast i porywała dzieci z chodników. Ponoć wyruszała wraz z zachodem słońca, a porwanym dzieciom spuszczała całą Krew w bliżej nieokreślonych celach. Historia ta miała głównie na celu wystraszenie niesfornych dzieci i zatrzymani ich w domu po zmroku, dlatego też może dziwić fakt iż powracająca w latach 90 zmieniona wersja tej opowieści wzbudziła w Polsce powszechne zamieszanie. Wedle nowej wersji ulicami miast kursowało czarne BMW kierowane przez samego diabła. Zatrzymywał on przechodni i pytał która godzina - jeśli nieszczęśnik udzielił odpowiedzi miał on umrzeć następnego dnia właśnie o tej godzinie. Historia ta szybko rozeszła się po całym kraju wzbudzając wiele obaw, głównie wśród ludzi pamiętających jeszcze czasy czarnej Wołgi.



Smacznego!

Założę się że nieraz wchodząc do McDonalds’a usłyszeliście od znajomych by nie zamawiać szejka, czy też innego napoju. Dlaczego? Otóż dlatego, iż ktoś, gdzieś, kiedyś zatruł się szejkiem bądź pepsi w McDonaldsie. Poszedł do szpitala i co wykryto? W wypitym napoju znajdował się mocz/sperma pracowników baru. Szokujące prawda? Ale w stu procentach nieprawdziwe. Jest to kolejna miejska legenda, która zyskała ogromną popularność i wiarygodność wśród polskiej młodzieży. Mimo, iż taki przypadek nie został w Polsce odnotowany zdecydowana większość twierdzi, iż cała historia zdarzyła się naprawdę, do tego w najbliższym McDonaldsie. Moi znajomi również boją się pić w McDonaldsie przekazując sobie tą historię z ust do ust… nie zamierzam ich wyprowadzać z błędu : )



Tancerz z kopytami

W czasach obecnych słuch o tej miejskiej legendzie zaginął już zupełnie, lecz nasze babcie i nasi dziadkowie, którzy żyli w czasach, kiedy to jeszcze grozy nie budzili seryjni mordercy w maskach, złodzieje narządów, czy wymykająca się spod kontroli nowoczesna technologia, a „zwyczajne” diabły, wampiry i duchy, pamiętają ją doskonale. Dziś możemy ją usłyszeć praktycznie tylko od nich, gdyż nie powstała zmodernizowana wersja tej legendy (lub przynajmniej ja nigdy się jeszcze z nią nie zetknąłem). Tak więc przysłuchując się rozmowie naszych babć nieraz możemy usłyszeć: „A tam we wsi to na potańcówkę som dioboł przyszedł!”. Tak krótko można streścić tą historię. Mówi ona o dziewczynie, która spotyka na potańcówce przystojnego chłopaka z bródką. Zaczyna z nim tańczyć i bawi się doskonale aż do momentu, kiedy zauważa, że jej partner ma kopyta zamiast stóp! Z opowieści naszych babć można wywnioskować, iż chodząc na tańce, zanim zaczęły pląsy z jakimkolwiek chłopakiem, to z przerażeniem sprawdzały, czy przypadkiem ich wybranek nie ma pary kopyt… : )





Miejskie Legendy z całego świata





Koniec Szkoły!

Na jednym z uniwersytetów tradycją stało się otwieranie okien i wrzeszczenie na cały glos studentów świętujących zakończenie sesji. Jednego roku w myśl tej zasady równo o północy studenci otworzyli okna i zaczęli krzyczeć najgłośniej jak tylko mogli. Krzyk trwał i trwał, a kiedy wreszcie wszystko ucichło wrócili spokojnie do swych łóżek, by wyspać się przed jutrzejszym powrotem do domów. Gdy obudzili się rano na terenie całego uniwersytetu była policja - zeszłej nocy nieznany sprawca zgwałcił i zamordował jedną i ich koleżanek. Do makabrycznego zdarzenia doszło o północy - wszyscy myśleli że zamordowana dziewczyna krzyczy ciesząc się z pomyślnego ukończenia sesji…



Przypis:

W wielu amerykańskich kampusach właśnie w przedstawiony powyżej sposób świętuje się ukończenie sesji, jednakże nikt nie został jeszcze zamordowany w czasie „godziny krzyku”- lecz fajnie znać tą historię będąc studentem - może akurat tym razem znajdzie się jakiś psychopata? dreszczyk jest : )



Złodzieje nerek

Pewna dziewczyna postanowiła wybrać się na dyskotekę, a że drogę miała długą skorzystała z autobusu. Tam usłyszała komunikat w radiu, jakoby w pobliskich dyskotekach grasowali złodzieje nerek. Jednakże szybko zapomniała o tej przestrodze, tym bardziej, że na parkiecie spotkała bardzo miłego chłopaka, który od razu wpadł jej w oko. Nieznajomy zaproponował dziewczynie drinka, ona się zgodziła… kilka godzin później obudziła się naga w obskurnym mieszkaniu, w wannie wypełnionej lodem. Obok leżała karteczka: „nie masz jednej nerki - jeśli chcesz żyć nie wychodź z lodu i czekaj na karetkę…”



Przypis:

Historia ta zyskała dużą popularność i szybko rozniosła się w świecie. W USA do szpitali zgłaszali się nawet ludzie, którzy wyimaginowali sobie, że została im skradziona nerka - w większości potrzebowali oni pomocy, lecz nie chirurgów tylko psychologów. Również w Polsce wzbudziła spore zamieszanie - do dziś mówi się o przypadkach kradzieży nerek na dyskotekach, lecz przypadki takie nie zostały póki co udokumentowane.



Trupia ręka

W pewnym szpitalu pracowała pielęgniarka, która była bardzo kłótliwa i nie umiała dogadać się z pozostałą częścią personelu. Koleżanki chcąc zrobić jej niewybredny dowcip i okazać swą niechęć postanowiły namówić lekarza z kostnicy, by ten odciął ramię jednemu z trupów i im przekazał. Kiedy już weszły w posiadanie trupiej ręki postanowiły ją podrzucić do pokoiku nie lubianej koleżanki i kiedy ta wejdzie zamknąć ją wraz z podrzuconym „prezentem” na klucz. Uznały, że wypuszczą ją dopiero kiedy będzie dostatecznie długo krzyczeć. Gdy współpracownica weszła do swego pokoju zamknęły ją na klucz i czekały pod drzwiami aż ta znajdzie rękę. Mijały kolejne minuty lecz w pokoju panowała niezmącona cisza. Zaniepokojone pielęgniarki weszły do pokoju by zobaczyć koleżankę… zjadającą z wyraźnym zapałem rękę trupa…



Przypis:

Popularna historia zarówno wśród personelu szpitalnego, jak i wśród studentów medycyny. Przedstawiona powyżej wersja jest najpopularniejszą, jednakże historia ta występuje czasem w zmienionych formach. Źródło jej pochodzenia nie jest dokładnie znane, lecz była już ona opowiadana w latach 20. XX w.



Morderca z hakiem

Zakochana para wybrała się na przejażdżkę samochodem. Znaleźli nieuczęszczaną drogę pośród lasu, zaparkowali samochód i zaczęli się całować. Robiło się coraz goręcej, kiedy to w radiu przerwali nadawanie muzyki podając komunikat o niebezpiecznym szaleńcu zbiegłym z pobliskiego zakładu psychiatrycznego. Spiker nazwał go „Kapitanem Hakiem”, gdyż psychopata miał zamocowany hak zamiast prawej dłoni… Dziewczyna zaczęła się denerwować, lecz chłopak zapewniał ją, że nic się im nie stanie. Po kilku minutach znów zaczęła nalegać by udali się w bezpieczniejsze miejsce, lecz chłopak znów odrzucił propozycję. Minęło kilka chwil gdy dziewczyna usłyszała zgrzyt czegoś ostrego o dach ich samochodu… zaczęła krzyczeć i domagać się, by natychmiast stąd odjechali. Zdenerwowany chłopak stwierdził, iż to tylko gałąź, jednak zapalił silnik i ruszył. Gdy dotarli do domu dziewczyny, ta wysiadła lecz od razu zaczęła krzyczeć i pokazywać palcem w kierunku drzwi od strony pasażera… przestraszony chłopak wybiegł sprawdzić co się dzieje i zobaczył… że na klamce od drzwi zaczepiony był zakrwawiony hak wyrwany z ręki psychopaty, któremu umknęli w ostatniej chwili…



Przypis:

Jedna z najbardziej znanych miejskich legend która funkcjonuje już od połowy wieku. Zyskała popularność w wielu krajach - praktycznie każda „aleja zakochanych” ma swojego psychopatę z hakiem zamiast dłoni. Motyw wykorzystywany także w licznych horrorach (np. „Candyman”, „I Know What You Did Last Summer”, „Urban Legends”, „Lovers Lane”). Na koniec dodam, iż historia MOGŁA mieć podłoże w wydarzeniach rzeczywistych - dokładnie w wydarzeniach z Teksasu i mordercy nazwanym przez policje The Phantom Killer (wkrótce pojawi się o tych wydarzeniach obszerny artykuł)





Nowa podłoga

Pracownik zajmujący się układaniem parkietów właśnie skończył całodniową pracę w pokoju jednej z rodzin. Odetchnął z ulgą i wstał, by przyjrzeć się ułożonemu przez siebie parkietowi. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie małe wybrzuszenie w podłodze na środku pokoju… Pracownik szybko zorientował się co się stało - w żadnej z kieszeni nie było jego paczki papierosów. Gdy upewnił się, że nikt nie widzi, wziął swoje narzędzia i zabrał się do zrywania parkietu w miejscu wybrzuszenia. W trakcie pracy był mu potrzebny młotek, który zostawił w kuchni. Wchodząc do niej po narzędzie nie bez zdumienia zobaczył… że paczka jego papierosów leży na stole!

Zaraz potem usłyszał glos małego chłopca dobiegający z pokoju na górze: „mamusiu! Gdzie jest mój kotek?”



Przypis:

W roku 1964 pojawiła się jedna z form tej opowieści w magazynie Reader’s Digest. Historia przez lata opowiadana była bez większych zmian, toteż przedstawiona wersja jest z pewnością bardzo bliska tej z roku 64.





Co jest najlepsze na mokrą sierść?

Pewnego razu samotna starsza pani wzięła na spacer swojego pupilka - ukochanego pudla. Byli już dosyć daleko od domu, kiedy to dopadł ich ulewny deszcz. Nim zdołali wrócić, oboje byli już przemoczeni do suchej nitki. Starsza kobieta szybko zrzuciła z siebie przemoczone ubranie, nałożyła szlafrok i pobiegła, by wysuszyć sierść swego podopiecznego. Szukając najszybszego sposobu, by nie dopuścić do przeziębienia się pudelka, jej wzrok padł na stojącą w kuchni mikrofalówkę. Włożyła pieska do środka, ustawiła czas podgrzewania i wyszła, by wysuszyć swoje włosy. Starsza pani nie była jednak „do przodu” z nowoczesną techniką i nie przewidziała efektów suszenia psa w mikrofalówce. Toteż wielkie było jej zdziwienie, kiedy to mikrofalówka eksplodowała, rozrzucając zakrwawioną sierść i wnętrzności jej pupilka po całej kuchni.



Przypis:

Historia ta pojawiła się na długo przed mikrofalówkami. We wczesnych wersjach tej opowieści staruszka zamykała pupilka (psa lub kota) w suszarniach do ubrań.





Opalona panna młoda

Młoda dziewczyna, która za kilka dni miała wziąć ślub postanowiła skorzystać z usług solarium, by na ślubnym kobiercu być opaloną na „czekoladkę”. Zawitała do pobliskiego solarium, gdzie została nasmarowana specjalnymi kremami dla ochrony skóry, a następnie poddana naświetleniu. Jednakże po skończonym zabiegu dziewczyna była niezadowolona - liczyła na lepsze efekty, toteż postanowiła powtórnie skorzystać z zabiegu. Lecz i tym razem efekty nie były zadowalające. Po kilku kolejnych próbach dziewczyna uznała w końcu, że jest już wystarczająco opalona i szczęśliwa wróciła do domu. Na drugi dzień dziewczyna długo nie wychodziła ze swego pokoju, toteż zaniepokojeni rodzice postanowili sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Niestety nie było w porządku - znaleźli ją martwą w łóżku. Pośród rozpaczy wszyscy zastanawiali się co było powodem śmierci - dziewczyna w końcu cieszyła się bardzo dobrym zdrowiem, a na jej opalonej skórze nie widać było żadnych ran. Dopiero sekcja zwłok wykazała, iż była to wina nadmiernego napromieniowania - kremy ochroniły skórę dziewczyny przed spaleniem, lecz promienie stopiły jej większość narządów wewnętrznych…



Przypis:

W różnych wersjach tej opowieści z usług korzystają różne kobiety - to aktorka przed zagraniem roli, to znów studentka na rozpoczęcie pierwszego dnia nauki. Różne są też warianty śmierci - np. panna młoda pada martwa na ślubnym kobiercu lub też… źle się czuje, a wszędzie unosi się zapach spalonego mięsa. Udaje się do lekarza, który robi jej prześwietlenie i stwierdza, iż promienie spaliły jej cześć narządów wewnętrznych : )





Piesek zawsze uspokaja

Pewna starsza pani mieszkała samotnie w dużym domu. Towarzyszył jej jedynie wierny piesek, który spał co noc obok jej łóżka i na dobranoc lizał ją po ręce. Kobieta tak bardzo przywykła do tego zwyczaju, że nie mogła zasnąć dopóki jej pieszczoszek nie wyślinił jej dłoni. Pewnej jesiennej nocy zbudziło ją zawodzenie wiatru i dziwne odgłosy w jej domu… wiatr huczał, targając starymi okiennicami, zegar miarowo tykał w pokoju, a kobiecie wciąż zdawało się, że w jej domu jest ktoś obcy… z przerażeniem wpatrywała się w ciemność jeszcze kilka minut, kiedy to poczuła na swej ręce kojące pociągnięcia języka… odetchnęła z ulgą, przekonana, iż wszystko jest w najlepszym porządku i znów ułożyła się do snu. Tym razem zbudził ją natarczywy dźwięk cieknącego kranu. Miarowe KAP… KAP… KAP dobiegające z łazienki. Staruszka wstała, zapaliła światło i poszła zakręcić kurek. Gdy otworzyła drzwi łazienki jej oczom ukazał się przerażający widok - całe pomieszczenie skąpane było we krwi i wnętrznościach jej pupilka. Wypatroszone zwłoki psa leżały w wannie, a na lustrze widniał napis wysmarowany jego krwią: „ludzie też potrafią lizać. Wkrótce wrócę po ciebie”. Ktokolwiek to zrobił nie miał już okazji by wrócić - staruszka zmarła na atak serca.



Przypis:

Jest to jedna z moich ulubionych legend, która jak większość z nich ma kilka podobnych wersji. Jedna z odmian mówi, iż staruszka obudziła się dopiero rano i to jej pokój był cały we krwi a napis widniał na ścianie.



Indyk gotowy!

Pewne małżeństwo chciało wybrać się na wystawne przyjęci do bogatego lokalu, lecz nie mieli z kim zostawić swego kilkumiesięcznego dziecka. Wykonali kilka telefonów, aż w końcu pewien życzliwy znajomy polecił im dziewczynę z sąsiedztwa. Małżonkowie spisali jej numer telefonu, zadzwonili i już po chwili w drzwiach ich domu stała uśmiechnięta szesnastolatka. Rodzice dziecka dokładnie ją poinstruowali, ucałowali niemowlę i wyszli spokojnie na przyjęcie. Bawili się świetnie, lecz postanowili po kilku godzinach zadzwonić na wszelki wypadek do domu, by sprawdzić czy u dziecka i opiekunki wszystko ok. Dziewczyna odebrała telefon, a na pytanie co w domu odpowiedziała: „wszystko doskonale, nawet indyk już gotowy!”. Pani domu odetchnęła z ulgą i wróciła do zabawy gdy nagle przypomniała sobie, że przecież nie mieli oni żadnego indyka w lodówce! Pomyślała, że może coś złego dzieje się w domu, i podzieliła się swymi obawami z mężem. Już po kilku chwilach oboje byli w drodze powrotnej do domu. Żona zatelefonowała jeszcze z samochodu do opiekunki, lecz ta nie odbierała telefonu. Zaniepokojeni rodzice wpadli do domu. Pierwszym, co ich uderzyło po wejściu był unoszący się dym i zapach spalenizny. Weszli do kuchni i zobaczyli…zaćpaną do nieprzytomności dziewczynę i pieczeń palącą się w piekarniku. Gdy otworzyli drzwiczki ich oczom ukazał się przerażający widok- w piekarniku leżały zwęglone zwłoki ich kilkumiesięcznego dziecka…Opiekunka-narkomanka wsadziła je do piecyka, gdyż nie mogła uspokoić płaczącego niemowlaka



Przypis:

Historia ta powstała w latach 60. i miała być ostrzeżeniem przed pozostawianiem dzieci pod opieką nieznajomych oraz zgubnymi konsekwencjami brania narkotyków- legenda bardzo na czasie biorąc pod uwagę hippisowskie ruchy w tamtym okresie. Przez kolejnych dziesięć lat historia ta reklamowana była jako prawdziwa w większości mediów! Tak naprawdę zajście takie nigdy nie miało miejsca.





Fast Food

Pewnego ciężkiego dnia podczas przerwy obiadowej jeden z pracowników postanowił wstąpić do przydrożnej restauracji typu Fast Food. Już sam wystrój pomieszczenia nie przypadł mu do gustu- obskurne ściany z pozrywanymi tapetami, poplamione stoły…Lecz żołądek domagał się stanowczo porcji jedzenia, toteż zmysł estetyki naszego bohatera skapitulował bez walki. Mężczyzna zasiadł przy jednym ze stolików, wziął do ręki menu, rzucił na nie wzrokiem i zamówił porcję frytek z ketchupem. Jedzenie nie było najwyższej jakości, ale ważne że było w ogóle. Toteż mężczyzna nie narzekając zjadł całą porcję i wrócił do pracy. Mijały kolejne dni i wkrótce nadeszły przymusowe badania pracowników. Mężczyzna udał się na nie ze spokojem, gdyż od zawsze był przykładem końskiego zdrowia. Tym większe było jego przerażenie gdy lekarz zakomunikował mu, iż… jest on zarażony wirusem HIV. Nasz bohater stwierdził, iż to praktycznie niemożliwe, gdyż w ostatnim czasie nie odbywał stosunków seksualnych, a już z pewnością nie mieszał swej krwi z krwią osoby zarażonej! Na to lekarz poinformował go, że nie jest pierwszym takim przypadkiem niewyjaśnionego zakażenia, a policja już bada gdzie mogło dojść do nieoczekiwanego zakażenia dużej grupy osób. Kilka tygodni później, bohater już na łożu śmierci przeczytał w gazecie, że ujęto chorego psychicznie pracownika pobliskiego fast food’u który był nosicielem wirusa HIV. Udowodniono mu, iż mieszał swoją krew z ketchupem serwowanym gościom do frytek…



Przypis:

Historia ta niczym plaga rozprzestrzeniła się w USA i była przesyłana nawet drogą mailową jako list z ostrzeżeniem i namawianiem do spożywania jedynie oryginalnie pakowanego ketchupu. Wywołała także nie lada panikę wśród społeczeństwa. Oczywiście jak zdecydowana większość miejskich legend była ona jedynie historią zmyśloną- by rozwiać panikę amerykańscy lekarze podali oficjalny komunikat, iż nawet gdyby ktoś wpadł na tak chory pomysł i mieszał swą krew z ketchupem z pewnością nie mógłby on zarazić w ten sposób nikogo. Lecz oczywiście nikt nie mieszał.





Kanapka z Kurczakiem



Pewna starsza pani często wychodziła na niedzielne spacery. Gdy którejś słonecznej niedzieli przechadzała się po mieście nagle poczuła głód. By uspokoić swój żołądek udała się do pobliskiego baru szybkiej obsługi, gdzie zamówiła swoją ulubioną kanapkę z kurczakiem. Przestrzegła także kelnerkę, by ta przyniosła jej potrawę bez żadnego sosu ani majonezu, gdyż po prostu nienawidziła tych dodatków. Minęło kilka minut, a kanapka już leżała elegancko zaserwowana na talerzyku przed swoją właścicielką. Starsza pani podniosła przysmak do ust, zakosztowała jeden kęs…i nagle poczuła w ustach sos! Zdenerwowana zerknęła do kanapki gdzie wyraźnie widać było ślady białego dodatku przypominającego majonez. Niezadowolona staruszka udała się do szefowej baru by złożyć zażalenie. Jednakże wszyscy wypierali się twierdząc, iż to nie oni dodali majonezu do jej kanapki. I rzeczywiście- po chwili kucharz zauważył, że do przygotowania kanapki zostało przypadkowo wzięte odrzucone wcześniej mięso gdzie w kilku przypadkach wykryto choroby - w tym przypadku kurczak był zropiały…



Przypis:

Podczas opowiadania tej legendy niejednokrotnie padały nazwy fast-foodów, w których miało dojść do wspomnianego zdarzenia - najczęściej oskarżano McDonalds’a i KFC - choć historia to bujda, faktem jest, iż te właśnie firmy zaczęły ponosić straty na produkcji kanapek mięsnych. W różnych wersjach są także różne sposoby odkrycia „sekretu” kanapki- jedna wersja mówi, iż kobieta sama się tego domyśliła, inna zaś, że zachorowała a dziwną substancję zidentyfikowali dopiero lekarze. Fajnie znać tą legendę idąc ze znajomymi do jakiegoś baru szybkiej obsług i- wystarczy opowiedzieć historyjkę, patrzeć jak ich kanapka zamiera w połowie drogi do ust a po skończeniu usłyszeć „wiecie co? chyba nie jestem już głodny” : )







Dodatki do herbatki



Pewna europejska rodzina miała swych krewnych w U.S.A. Ponieważ utrzymywali ze sobą bardzo dobre stosunki i wciąż pozostawali w kontakcie, rodzina z Ameryki co jakiś czas przysyłała im paczki z różnymi rarytasami. Niestety od ostatniej przesyłki mijało już sporo czasu, toteż mieszkający w Europie członkowie rodziny zaczęli podejrzewać, że ich kontakty z krewnymi zza oceanu znacznie się pogorszyły. Ich obawy rozwiał listonosz, który pewnego mglistego ranka zapukał do ich drzwi i dostarczył przesyłkę z U.S.A. Rodzinka szybko odpakowała paczuszkę, w której znalazła bogato zdobioną szkatułkę z szarym proszkiem w środku. Początkowo nie wiedzieli do czego owa przesyłka ma służyć, lecz znając swoich krewnych stwierdzili, iż to kolejny przysmak i zaczęli regularnie dosypywać sobie po łyżeczce proszku do każdej herbaty. Twierdzili przy tym zgodnie, iż pili już lepsze rzeczy ale co tam - w końcu to paczka z Ameryki! Ich dodatku do herbaty zostało już bardzo niewiele kiedy to listonosz powtórnie zapukał do ich drzwi dostarczając tym razem list i przepraszając równocześnie za opóźnienie z dostarczeniem tej przesyłki - „przez tą mgłę wszystkie loty są opóźnione” powiedział odchodząc. Rodzina szybko otworzyła kopertę i zabrała się za czytanie listu. Treść nie była zbyt wesoła: „Z przykrością muszę was poinformować, iż zmarł dziadek. Jego ostatnią wolą, było spocząć na ojczystej ziemi, toteż w szkatułce przesłałam wam jego prochy z prośbą byście pochowali je na cmentarzu”…





Przypis:

Historia ta funkcjonuje zarówno jako miejska legenda, jak i też żart spod znaku czarnego humoru. Jej korzenie sięgają jeszcze czasów II wojny światowej, kiedy to krążyła opowieść o uciekinierze, który przysyłał swym angielskim krewnym paczki żywnościowe z Ameryki. Jest to jedna z legend, której prawdziwość nie jest określona w stu procentach - nie ma dowodów, iż zdarzyła się naprawdę, lecz grono osób zajmujących się zbieraniem i obalaniem mitów nie wykazało, iż ta historia jest zwykłą bujdą.





Mężczyzna na drodze



Pewna kobieta wracając od rodziny przemierzała swym samochodem bardzo długą trasę. Była już pierwsza w nocy, a ona wciąż niezmordowanie prowadziła samochód. Jadąc wąskimi drogami wśród lasów zaczęła już powoli zasypiać gdy nagle…zobaczyła mężczyznę leżącego bez ruchu na drodze! Kobieta zatrzymała swój samochód, powoli otworzyła drzwi i wychyliła się z auta. „Proszę pana, czy wszystko w porządku? Jest pan ranny?” zapytała ze strachem w głosie. Lecz mężczyzna nawet się nie poruszył i nic nie odpowiedział. Wokół słychać było tylko szum drzew i zawodzenie wiatru. Kobieta ostrożnie wysiadła z samochodu, wyciągnęła latarkę i powoli, krok za krokiem zaczęła się zbliżać ku mężczyźnie. Była już w połowie drogi dzielącej jej samochód od leżącego mężczyzny, gdy strach wziął górę - podbiegła do auta, zapaliła silnik i zawróciła, by udać się do najbliższego posterunku policji. Gdy tam dotarła opowiedziała o całym zdarzeniu i mężczyźnie leżącym bez ruchu a drodze. Policjanci przeznaczyli jej do eskorty dwa radiowozy i kazali się zaprowadzić na miejsce zdarzenia. Gdy tam dotarli…na drodze nie było już żadnego mężczyzny. Rozpoczęli przeszukiwania terenu. Po kilku chwilach do przestraszonej kobiety podszedł jeden z funkcjonariuszy: „w pobliskich zaroślach znaleźliśmy dwa zmasakrowane ciała młodych dziewczyn - ma pani szczęście, że nie podeszła bliżej”…



Przypis:

Legenda ta jest stosunkowo młoda (pierwsze wzmianki pojawiły się dopiero w 1997 roku) i pochodzi z Ameryki Południowej. W innej jej wersji kobieta widzi zaparkowane wzdłuż drogi auto - przestraszona postanawia je ominąć zjeżdżając z drogi i przedzierając się samochodem przez zarośla. Zawiadamia policję a rano obiera telefon, iż zjeżdżając w krzaki przejechała czającego się w nich psychopatę, którego policja poszukiwała już od dłuższego czasu.





Dziecko w samolocie



Hostessa przechadzająca się po pokładzie samolotu osobowego lecącego z Amsterdamu do Nowego Yorku zauważyła coś bardzo niepokojącego. Otóż dziecko, siedzące pomiędzy śpiącą na swych siedzeniach parą małżeńską wyglądało na bardzo chore. Na pierwszy rzut oka jego stan był tak przerażająco zły, że hostessa postanowiła interweniować. By nie budzić innych pasażerów nocnego lotu podeszła do dziecka, delikatnie odpięła mu pasy i wzięła go na ręce. Ku swemu przerażeniu odkryła, iż dziecko jest bardzo zimne…niosąc go na rękach do pomieszczenia dla personelu sprawdziła czy ma puls i oddycha… dziecko okazało się martwe. Natychmiastowo wezwano lekarza, który dokonał przerażającego odkrycia - od mostka dziecka, przez cały brzuch rozlegała się prowizorycznie zszyta rana. Lekarz rozciął szwy by przekonać się…że dziecko zostało wypatroszone ze wszystkich wnętrzności a w martwym ciele para małżeńska przemycająca narkotyki ukryła torebki kokainy…



Przypis:

Historia ta przekazywana była z ust do ust odkąd tylko pojawiły się narkotyki i ich przemytnicy. W innej wersji przed przejściem granicznym parze małżeńskiej ginie dziecko. Małżonkowie w panice szukają synka, lecz nigdzie nie mogą trafić na jego ślad. Jakieś pół godziny po zniknięciu matka widzi swego chłopca śpiącego na rękach obcego mężczyzny który już ma przejść przez granicę. Kobieta biegnie w kierunku mężczyzny krzycząc że to jej dziecko. Mężczyzna upuszcza chłopca i ucieka. Matka podbiega do swego dziecka, które…nie żyje. Okazuje się, iż chłopiec został brutalnie zamordowany a jego ciało wypełnione torebkami z kokainą.





KrOOlik : )





Pewien mężczyzna lubiący polowania wprowadził się wraz ze swym psem do nowego domu. Okolica wydawała się bardzo zaciszna - mieszkające w sąsiedztwie dwie starsze panie bardzo polubiły nowego sąsiada i jego wiernego towarzysza. Piesek zaprzyjaźnił się nawet z ich śnieżnobiałym króliczkiem, który był pupilkiem staruszek! Pewnego wieczoru mężczyzna wrócił z pracy bardzo zmęczony po ciężkim dniu. Jego pies jednak radośnie podskakując i machając ogonem domagał się cowieczornego spaceru. Mężczyzna był jednak tak zmęczony, że tylko wypuścił kudłatego zwierzaka na podwórko, a sam położył się do łóżka. Po mniej więcej godzinie obudziło go szczekanie do drzwi. Zaspany poszedł je otworzyć…i sen szybko zniknął mu z oczu kiedy zobaczył, że piesek…trzyma w zębach królika sąsiadek! Szybko zabrał futrzaka ubrudzonego błotem, umył go i wysuszył mu sierść. Dokładnie obejrzał zwierzątko, a gdy stwierdził, że nie ma ono śladów pogryzienia (całe szczęście że pies nie wbił mocniej zębów!) postanowił zakraść się do domu staruszek i umieścić ich pupilka ponownie w klatce. Gdy zagasły wszystkie światła mężczyzna udał się do domu sąsiadek , ułożył króliczka obok jego miski i wrócił do domu. Rankiem wychodząc do pracy zauważył obie starsze panie rozdygotane i patrzące z przerażeniem do klatki, gdzie leżał ich martwy zwierzak. Jedna z nich nawet bezustannie kreśliła nad futrzakiem znak krzyża! „no to wpadłem” pomyślał mężczyzna ale postanowił udawać, że nie wie o co chodzi. Przechodząc obok staruszek przybrał zatroskaną minę i zapytał: „co się stało? Czy króliczek zdechł?”

„tak zdechł”- stwierdziła jedna z przerażonych staruszek, „tyle że pochowałyśmy go w ogródku dwa dni temu, a dziś on wrócił do klatki!”



Przypis:

Historia raczej śmieszna, ale bardzo ją lubię: ) w niektórych wersjach zamiast królika występuje kot. Niekiedy staruszki zrzucają winę na satanistów lub twierdzą, iż musiały pochować żywego zwierzaka.





Stacja benzynowa



W ulewną noc pewna dziewczyna wracała samochodem do domu. Krople rzęsistego deszczu bębniły o dach jej samochodu i ściekały strumieniami po szybach, wiatr zawodził na zewnątrz a ona przemierzała samochodem drogę pośród gęstych lasów. Wkrótce miała rozpętać się prawdziwa burza. Usłyszała już pierwsze, stłumione odgłosy grzmotów, gdy nagle spiker radiowy przerwał audycję muzyczną by nadać komunikat o niebezpiecznym psychopacie który uciekł z pobliskiego zakładu psychiatrycznego. Dokonał on wcześniej kilku brutalnych morderstw, toteż spiker poważnym tonem pouczył słuchaczy, by ci zamknęli się w swych domach, dopóki policja nie złapie uciekiniera. Dziewczyna zdołała jeszcze przejechać paręset metrów po tym komunikacie, gdy nagle jej auto zaczęło powoli zwalniać i się zatrzymywać…skończyła jej się benzyna! Przerażona dziewczyna wpadła w panikę, gdy nagle tuż za drzewami ujrzała małą stację benzynową i sklepik. Włączyła rezerwę i udało jej się resztkami paliwa wtoczyć wóz na betonowy podjazd. Otworzyła drzwi i wysunęła się z samochodu wprost w mroźny, niemiłosiernie siąpiący deszcz. Zatankowała bak do pełna i szybkim krokiem udała się do sklepiku, by zapłacić za benzynę. Otworzyła drzwi i weszła do mrocznego, oświetlonego zaledwie jedną, psującą się jarzeniówką pomieszczenia. „Zatankowałam i chciałabym zapłacić za benzynę!” zawołała dziewczyna, gdyż pomieszczenie było zupełnie puste. Poczekała chwilę, lecz nie usłyszała żadnej odpowiedzi…Postąpiła kilka kroków naprzód, w kierunku obskurnych drzwi prowadzących na zaplecze. Podeszła do nich i delikatnie nacisnęła klamkę…drzwi skrzypnęły i powoli się uchyliły odsłaniając skąpane w mroku pomieszczenie. Dziewczyna wytężyła wzrok i zobaczyła, że w cieniach pomiędzy półkami ktoś stoi. Wysoki mężczyzna ubrany w roboczy kombinezon wyszedł z cienia i powoli, bez słowa szedł w kierunku dziewczyny. „Kim pan jest?” zapytała dziewczyna. Ręce drżały jej ze strachu. „Ja-a je-ee-estem kie-kierownikiem stacji” wyjąkał nieznajomy. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem i dostrzegła, że w ręce trzyma on długi nóż…Pobladła i spojrzała przerażeniem na mężczyznę. Ten szybko zorientował się, że dostrzegła ona jego nóż i zaczął wyjaśniać: „to-o ty-tylko…” lecz nie zdołał dokończyć gdyż dziewczyna pędem rzuciła się w kierunku wyjścia. Nieznajomy rzucił się za nią w pogoń. Oboje wypadli ze sklepu wprost w strugi ulewnego deszczu. Przerażona dziewczyna biegła w kierunku swego samochodu słysząc kroki napastnika tuż za sobą. Nieustanne pluskanie ciężkich butów o pokryty kałużami beton zbliżało się coraz bardziej…gdy dziewczyna zdołała dosięgnąć klamki od drzwi swego samochodu. Wskoczyła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi nim mężczyzna zdążył ją dogonić. Szybko wyciągnęła z kieszeni kluczyki i rzucając nerwowe spojrzenia w kierunku nieznajomego, zdołała przekręcić kluczyk w stacyjce. Jednakże on już jej nie gonił - widziała tylko czarny kontur postaci stojący kilka metrów od jej auta wśród siąpiącego deszczu. Światła samochodu rozbłysły, gdy nagle mężczyzna rzucił się w kierunku jej okna, waląc po nim pięściami i krzycząc „O-On….on..!” Jednakże dziewczyna wcisnęła gaz, koła zapiszczały i samochód ruszył pędem przed siebie zostawiając mężczyzną w kombinezonie na podjeździe…Pośród pisku opon i ryku silnika nie zdołała usłyszeć ostatniego zdania, które próbował jej powiedzieć nieznajomy. Na nieszczęście dla niej. Brzmiało ono: „on jest na tylnym siedzeniu!”



Rano policja wezwana przez jąkającego się właściciela stacji znalazła jej samochód kilometr dalej. Szyby spływały krwią, a ciało dziewczyny porąbane było siekierą na kawałki. Zbiega-psychopaty nie udało się złapać.



Przypis:

Historia ta wykorzystana została wykorzystana w horrorze SPOJLER! „Urban Legend” („Ulice Strachu”)w bardzo podobnej wersji KONIEC SPOJLERA : ) ale ma także kilka innych wariantów. W jednym z nich właściciel stacji podchodzi do dziewczyny, by zapytać czy ma dolać benzyny. Dziewczyna mówi, że tak ale on prosi ją by wysiadła z samochodu i udała się z nim do biura. Gdy tam dochodzą właściciel zamyka drzwi i zatyka usta dziewczynie. Ta jest przerażona, lecz on mówi jej…że ktoś był na jej tylnym siedzeniu i nie chciał żeby tamten osobnik zorientował się, że on go widział. Razem dzwonią po policją która łapie psychopatę. Legendę tą przedstawiłem w trochę inny sposób niż pozostałe- bardziej opisowy i podchodzący chwilami pod opowiadanie - gdyż w takiej rozbudowanej wersji usłyszałem ją po raz pierwszy. Zrobiła na mnie duże wrażenie, toteż postanowiłem nie zmieniać jej formuły.



Kolorowe piłeczki



Gdy mały Timmy skończył trzy latka, ojciec postanowił urządzić mu przyjęcie urodzinowe w McDonaldsie. Zabawa była przednia - po skonsumowaniu tortu i innych specjałów na koszt firmy - w końcu to urodzinowa promocja McDonalsds!: ) – mały Timmy zapytał, czy może iść pobawić się na zjeżdżalni z której wpada się wprost do dołka wypełnionego po brzegi kolorowymi piłeczkami. Tatuś oczywiście się zgodził. Po kilku minutach poszedł doglądać jak bawi się jago synek, lecz stwierdził ze smutkiem, że malec jest niezadowolony i chce jak najprędzej wydostać się spośród piłeczek. Zapytany czemu nie podobała mu się zabawa skwitował krótko „to boli!”. Gdy wrócili do domu chłopiec był w bardzo złym stanie cały czas narzekał ,że boli go rączka. Rodzice postanowili z miejsca udać się do szpitala. Lekarze już po pierwszym wglądzie na jego zdrowie wysłali go natychmiastowo na „ostry dyżur”. Niestety chłopiec zmarł po kilku godzinach. Bezpośrednią przyczyną zgonu było…przedawkowanie heroiny! Nazajutrz policja dokładnie przeszukała dołek z piłeczkami i odkryła…że pośród kolorowych zabawek znajdowały się tam także, noże, resztki jedzenia, fekalia, oraz…strzykawki narkomanów, którzy wrzucali tutaj wszystko podczas nocnych ekscesów…



Przypis:

Historia ta rozsyłana była drogą mailową jako apel do rodziców, by dbali o bezpieczeństwo swoich dzieci. Stylizowana na prawdziwą opowieść z podanymi datami, osobami i miejscami zdarzeń miała chwytać rodziców za serca zarówno tragedią zmarłego dziecka, jak i napawać strachem przed wypuszczaniem własnych pociech do ogródków zabaw. A odbiła się najbardziej na.. oczywiście sieci fast-foodów McDonalds! Wystosowała ona nawet specjalne pismo które zapewniało, iż podobna sytuacja nigdy nie miała miejsca, ani nawet nie została opisana w żadnym szmatławcu, które chytre są na takie niestworzone historie





Złota Moneta



Pewna dziewczyna chciała dostać się do elitarnego bractwa na jednej z uczelni. Członkowie klubu obiecali jej przyjęcie, jeśli wykona pewne zadanie, które przedstawią jej dopiero we właściwym momencie. Pewnej nocy do okna dziewczyny zapukała jedna z koleżanek, która należała już do bractwa. „ubieraj się i idziemy! Dziś twoja kolej na dołączenie do klubu!” szepnęła. Dziewczyna szybko wrzuciła na siebie ubrania i cichutko wyślizgnęła się z akademika. Samochód już czekał na nią pod bramą. „Dokąd jedziemy?” spytała wsiadając. „Dowiesz się tego we właściwym czasie” brzmiała odpowiedź. Po kilkunastu minutach jazdy znaleźli się przed bramą cmentarza. „Dwa dni temu zmarła w mieście jakaś kobieta. Jej ciało leży w kaplicy, pośrodku tego cmentarza. Wprawdzie trumna była zamknięta, ale nie ma takich rzeczy z którymi nie umieli byśmy sobie poradzić- teraz już jest otwarta. Słuchaj uważnie- na czole denatki położyliśmy złotą monetę, wystarczy że wejdziesz do kaplicy, zabierzesz jej pieniążka i wrócisz tutaj. My będziemy czekać dokładnie w tym miejscu”. Dziewczyna była przerażona, lecz chęć dołączenia do bractwa wzięła górę i już po chwili przestąpiła bramę cmentarza. Im dalej zagłębiała się wśród grobów tym okolica wydawała się bardziej upiorna. Szum wiatru, pohukiwanie sów i pomniki, które w blasku księżyca wyglądały niczym potworne karykatury napawały ją lękiem. Jednakże starała się panować nad swymi emocjami i już po kilkunastu minutach stała u wrót kaplicy. Pchnęła je i drzwi ustąpiły z głośnym zgrzytem. Rozdygotana weszła do środka i zobaczyła otwartą trumnę, a w niej ubraną na czarną zmarłą. Jej twarz była potwornie blada, a ręce złożone na piersiach przypominały szpony. Lecz najważniejsze było jej czoło, bowiem to na nim spoczywała mała, złota moneta. Dziewczyna wyciągnęła drżącą rękę…podniosła monetę…i zaczęła co sił w nogach uciekać do wyjścia. Jej nerwy były krańcowo napięte. Biegła na oślep pomiędzy grobami, co chwila się potykając i marząc, by znaleźć się już w bezpiecznym wnętrzu samochodu, pośród swych znajomych. Nagle poczuła że coś chwyta ją za kurtkę…przed oczyma dziewczyny od razu stanęła twarz kobiety w trumnie i jej szponiaste dłonie. Jednakże obraz nie pozostał zbyt długo - dziewczyna o słabych nerwach zmarła na atak serca. Rano przyjaciele znaleźli ją martwą z szeroko otwartymi ustami i krzykiem, który zamarł jej na ustach. Kaptur jej kurtki zaczepiony był o skrzydło marmurowego posągu anioła…



Przypis:

Historia ta miała ponoć wydarzyć się w kilku amerykańskich miastach, a jej ofiarą zawsze miały padać młode nastolatki pragnące dostać się do elitarnych bractw. Jednakże tak naprawdę nigdzie nie odnotowano takiego przypadku. Istnieje także inna, odmienna wersja tej historii, którą postaram się zaprezentować w najbliższym czasie.





Dobre wino nie jest złe



Kilka lat temu, pewna rodzina wprowadziła się do starego, wiktoriańskiego domostwa, które kupiła po zniżkowej cenie. Już pierwszego dnia ochoczo zabrali się do rozpakowywania dopiero co przywiezionych mebli i sprzętów, które zabrali z poprzedniego mieszkania. Ponieważ nie zdążyli uporać się z tym przed zmrokiem, postanowili nie rozpakowane jeszcze rzeczy schować do piwnicy. Podczas znoszenia pakunków zauważyli, że w rogu pomieszczenia znajduje się skrzętnie ustawiony rząd drewnianych, solidnych beczek na wino. „Doskonale! - ucieszyła się żona - Będziemy mogli je przeciąć na pół i posadzić w nich drzewka brzoskwiniowe!”. Mąż również ochoczo przystał na tę propozycję, toteż już następnego dnia zabrali się do pracy. Nie była ona wcale lekka, gdyż solidnie wykonane beczki nie dały się łatwo rozpołowić. Pracował w pocie czoła, aż doszedł do ostatniej. „Hej! Ona jest pełna!- zawołał do małżonki- będziemy mieli co sączyć przy kominku!”. Problem w tym, jak otworzyć taką beczkę bez uszkodzenia jej i wylania zawartości? „Chodźmy do baru, tam na pewno nam doradzą” zasugerowała żona i tak też zrobili. W barze otrzymali specjalny sprzęt - należało jedynie zrobić mały otwór w beczce i zamontować odpowiednie kureczek do nalewania. Gdy przewiercali beczkę doszedł ich upojny zapach starego wina. Szybko zamontowali sprzęt, skosztowali trunku, poczym zgodnie stwierdzili, że jest on wyborny. Delektowali się nim przez całą zimę, aż w końcu kurek całkowicie się osuszył. Para była mocna zdziwiona, że wino skończyło się tak szybko - mieli wszak całą beczkę! Zrozumieli to dopiero, gdy rozcięli beczkę na pół, znajdując w niej dobrze zakonserwowane, pocięte w kawałki zwłoki mężczyzny, które wypełniały większą część antału.



Przypis: Jest to jedna z najstarszych miejskich legend, chociaż jej popularność w porównaniu z „siostrzanymi” historiami nie jest aż tak wielka. Ciężko dokładnie określić czas, w którym powstała, lecz jej zmienione wersje sięgają nawet czasów średniowiecznych! Legenda owa ma przestrzegać, przed spożywaniem produktów, których pochodzenia nie jesteśmy pewni. W innych wersjach w beczce znajduje się zakonserwowane ciało małpy, które ma być eksponatem dla muzeum, zwłoki zaginionego członka rodziny a nawet… ciało admirała Nelsona! : )



Komu Kawy?



Zarząd Wire Rope of America w St. Joseph notorycznie otrzymywał skargi ze strony swych klientów na ohydny smak kawy. Ponieważ interesy lokalu znacznie na tym cierpiały, szefostwo postanowiło zamontować w nim kamery, by sprawdzić co jest przyczyną „niedobrej” kawy. Nie musieli długo czekać - przeglądając zapis taśmy video już pierwszego dnia odkryli, że jeden z ich pracowników używał kubków na kawę jako… pisuaru. Pracownik ów został natychmiastowo zwolniony dyscyplinarnie, lecz gdy sprawa wyszła na jaw, firma w krótkim czasie upadła.



Przypis: Podobnych miejskich legend mamy już dziesiątki - a to sperma w szejku, a to zropiały kurczak, innym razem wirus HIV w ketchupie… Dlaczego więc warto zwrócić uwagę na historyjkę podobną do całej masy innych? A choćby dla tego…że wydarzyła się ona naprawdę. Podane wyżej nazwy są prawdziwe, a całość rozegrała się w 1994 roku. Pracownik, który „zanieczyszczał” kubki, zaczerpnął swój pomysł właśnie z miejskich legend. Co więcej, w 2005 roku podobny scenariusz rozegrał się w Akron (Ohio). Tym razem pracowniczka również dodawała gratisowe „bonusy” do kawy, a także jedzenia…Tak więc pozostaje pytanie: jaką mamy gwarancję, że idąc do baru, kawiarni, restauracji, nie jesteśmy raczeni jakimiś paskudztwami? Oczywiście nie obrzydzając nikomu : )



Co dusi pieska?



Pewnej nocy, mieszkającą samotnie kobietę zbudził jej wierny towarzysz - pies rasy doberman. Kobieta szybko zerwała się z łóżka i pobiegła zobaczyć co się dzieje. Gdy dotarła do psa, ten najzwyczajniej w świecie się …dusił. Przerażona, że jej pupilek z trudem łapie powietrze, natychmiast ubrała się i zawiozła dobermana do pobliskiego weterynarza. Ten na wpół jeszcze zaspany, na wpół rozdrażniony, że przerywa się jego sen, postanowił rzucić okiem na psa. Po ogólnych oględzinach przyznał, że nie jest do końca pewny przyczyny problemów z oddychaniem jej pupila, lecz stwierdził, że musi szybko interweniować, bo w przeciwnym razie pies niedługo się udusi. Nakazał kobiecie powrót do domu mówiąc, iż sam da sobie radę - musi jedynie przeprowadzić mały zabieg - a rano będzie mogła odebrać swojego pieska całego i zdrowego. Nieco uspokojona właścicielka opuściła dom weterynarza, wsiadła do samochodu i udała się w stronę swojego domu. Ledwie otworzyła drzwi, gdy dobiegł ją głośny dźwięk telefonu. Zdziwiona, kto może do niej dzwonić o tej porze, podniosła słuchawkę. „Proszę natychmiast uciekać z domu i wezwać policję! - usłyszała głos weterynarza - pani pies dusił się, gdyż w jego gardle utknęły odgryzione 3 męskie palce!”. Przerażona kobieta zrobiła tak, jak nakazał jej weterynarz i już po 10 minutach w jej domu zjawili się policjanci. W łazience znaleźli oni zakrwawionego seryjnego mordercę z odgryzionymi trzema palcami, którego poszukiwali już od kilku miesięcy.



Przypis: Wraz z upływem czasu, sukcesywnie zmieniała się też rasa psa. Doberman pojawiał się najczęściej w latach osiemdziesiątych, z których to wywodzą się korzenie tej legendy. Dekadę później zastąpił go pit bull, a w najnowszych wersjach jest to rottweiler. Tak czy siak, pies zawsze należał do groźnie wyglądającej rasy. W niektórych wersjach opowieści, morderca (złodziej, bądź jakiś inny typ spod ciemnej gwiazdy) ucieka, a ramię sprawiedliwości dosięga go dopiero w momencie, gdy zgłasza się on do szpitala.



Uzależniające tatuaże



Zapewne nieraz, jeszcze jako dzieci, słyszeliśmy żeby nie przyjmować żadnych słodyczy od nieznajomych. Obawa rodziców przed tajemniczymi podarunkami wywołana była właśnie jedną z form miejskiej legendy, która mówi o dilerach, umieszczających narkotyki i słodyczach. Oryginalna wersja tej opowieści tyczy się rozprowadzanych na terenach amerykańskich szkół gum balonowych z tatuażem w kształcie niebieskiej gwiazdki. Miał on w sobie zawierać LSD, które działało na dziecko po przyklejeniu tatuażu na rękę. W ten sposób dilerzy mieli uzależniać małe pociechy, a tym samym zapewniać sobie rynek zbytu przez kolejne lata.



Przypis: Historie tą datuje się już na późne lata siedemdziesiąte. Jej autentyczność budowały informacje pojawiające się praktycznie we wszystkich mediach. Wśród rodziców zapanowała mała psychoza - dzieci były nagminnie przestrzegane przed kupowaniem słodyczy tylko w sprawdzonych sklepach, na terenach szkół również chwilowo rozgorzała akcja przeciwko przyjmowaniu podarków od nieznajomych. Co więcej, stworzona nawet fikcyjnego profesora O’Donella z Connecticut, który również groził dzieciom palcem, w razie gdyby te wpadły przypadkiem na pomysł przyklejania sobie tatuaży z niebieską gwiazdką. Nie pomogło nawet to, że szpital w Danbury, skąd rzekomo miał pochodzić profesor, oficjalnie zaprzeczył, że kiedykolwiek zatrudniał pracownika o takim nazwisku…Jak widać nie pomogło do dziś, gdyż wciąż dzieci bezustannie przestrzegane są przed przyjmowaniem wszelakich słodyczy od nieznajomych. Z drugiej strony może to i lepiej, biorąc pod uwagę, że skoro ktoś zainspirowany legendą wpadł już na pomysł „zanieczyszczania” jedzenia w barach, to kto wie, czy legenda o narkotykach w cukierkach nie podsunie komuś pomysłu…



Eksperymenty hitlerowców



Któż z nas nie słyszał historii o przerażających stworzeniach panoszących się po pobliskich lasach, które ponoć miały być pozostałościami badań genetycznych prowadzonych przez Niemców w czasach drugiej wojny światowej? Mimo, iż historie nie posiadają praktycznie żadnej fabuły, a zawierają tylko odmienne opisy stworów, biorąc pod uwagę ich rozpowszechnienie na terenie całego kraju, bez trudu można wliczyć je w poczet miejskich legend. Wspominałem o różnych wariantach potworów? Tak więc nawet w mojej rodzimej miejscowości Smile można podobno spotkać nocą (relacja naocznych świadków, czyli kilku staruszek i wystraszonych tą historyjką dzieci) ponad dwumetrowego mutanta postury człowieka, który zamiast twarzy ma świński ryj. Inną ciekawą kreaturą jest pojawiająca się w podgórskich miejscowościach krwiożercza krzyżówka świni, dziecka i kilku różnych zwierząt. W opowieściach ma ona zakradać się do domostw i stodół mieszkańców i wydawać z siebie odgłos płaczu dziecka. Czerwone, przekrwione oczy i ostre kły są ostatnią rzeczą jaką widzi w swym życiu zwabiony płaczem gospodarz…



Przypis:

Legendy o stworach, będących pozostałością eksperymentów genetycznych funkcjonują także w innych krajach, które zajęli Niemcy podczas drugiej wojny światowej, jednakże ich korzeni możemy się dopatrywać właśnie w Polsce. No cóż, Polacy nie gęsi i swe (choć wyprodukowane przez Niemców) mutanty mają…





Autor:Kocioł


Post został pochwalony 0 razy
...
Zobacz profil autora
Powrót do góry
ktoś
Gość






PostWysłany: Pon 12:26, 09 Kwi 2007    Temat postu:

Ta historia świetnie sie spisuje na obozach pod namiotami i ogniskach, gdy do okoła pełno dziewczyn a zaraz trzeba sie rozejść xD


Pewna dziewczyna spędzała samotnie zimowy wieczór, oglądając telewizję. Kiedy w pokoju zrobiło się duszno postanowiła nieco uchylić okno. Gdy rozsunęła kotary, nagle ujrzała w oknie zdeformowaną twarz starca. Jej pierwszą reakcją był przeraźliwy krzyk, drugą bieg po telefon, a trzecią ukrycie się pod kocem i zadzwonienie na policję. Po przybyciu policjaci zadawali rutynowe pytania dziewczynie i przystąpili do poszukiwań i oczywiście pierwszą ich czynnością było sprawdzenia śladów pod oknem (tej nocy sypał obfity śnieg). Ku zdziweniu ich i dziewczyny cała okolica wyglądała na nietknięta ludzką stopą. Z bici z tropu policjanci wrócili do domu i nagle jeden z nich coś zauważył. "Ma pani niesamowite szczęście" - powiedział wciąż zdumiony plicjant. "Dlaczego?" - zapytała dziewczyna. "Bo na zewnątrz nie było nikogo. Był tutaj, stojąc zaraz za Pani plecami" - policjant wskazał na mokre ślady butów w pokoju - "W oknie widziała Pani tylko jego odbicie".
...
Powrót do góry
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Tutaj są historie o duchach i innych straszydłach Strona Główna » opowiesci
Wyświetl posty z ostatnich:   
 
 
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Skocz do:  

Strona 1 z 1


Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Theme created OMI of Kyomii Designs for BRIX-CENTRAL.tk.